sobota, 13 stycznia 2018

13... czyli post o niczym

Tworzę od trzynastu lat, ostatni post napisałam miesiąc temu 13-go grudnia, dziś jest 13-ty stycznia, a na FB mam 313 polubień ;) Dużo tych trzynastek :))) Pomijając fakt, że jeszcze nie tak dawno czułam się jakbym była nadal trzynastolatką, muszę stwierdzić, że trzynasty dzień miesiąca - zwłaszcza piątki 13-tego - zawsze były dla mnie szczęśliwe i zawsze dostawałam wtedy oceny bardzo dobre :D Jakiś czas temu znalazłam w rupieciach swój stary dzienniczek ucznia (pamięta ktoś jeszcze?!) a w nim dowód na to, że nauczyciele konsekwentnie i systematycznie wyrywali mnie do odpowiedzi właśnie w tym dniu, jakby chcieli sprawdzić, czy to szczęście jest chwilowe, czy może w końcu noga mi się powinie i uda się któremuś przyłapać mnie na słabszej odpowiedzi! Do dziś zastanawiam się sama nad tym fenomenem - oceny rzecz względna, każdemu tafia się lepsza i gorsza, ale 13-tki to były "moje dni" i nigdy w tym dniu nie schodziłam poniżej bdb! Właściwie nie jestem w ogóle przesądna, w przeciwieństwie do mojej babci, która w sytuacji, gdy czarny kot przebiegł jej drogę, za żadne skarby nie poszła dalej tą samą drogą, lecz obracała się na pięcie i zmieniała trasę :)
Kto pamięta te czasy, gdy większość spraw załatwiało się "na żywo" i chodziło zazwyczaj piechotą? Dziś niemal wszystko zamawia się i opłaca przez internet, a odbiera przy własnej furtce lub drzwiach. Po "głupią" śmietanę mało kto pofatyguje się na własnych nogach, tylko zaraz odpala samochód i najchętniej podjeżdża pod samą ladę. Jakaś leniwość się wkradła, czy może niechęć do wysiłku fizycznego... Nawet chcąc pojeździć na rowerze brakuje czasu (chęci?) na to, żeby wyjść z domu - wsiada się na rowerek stacjonarny i pedałuje oglądając tv. Więc może tu jest przyczyna? Za dużo oglądamy telewizji?! Ja się przyznaję, bez bicia, że robiąc coś na boku zerkam w szklany ekran i "zamulam mózg" niepotrzebnymi informacjami... ot, takie dziwactwo - głośno źle, cicho jeszcze gorzej. Więc oglądam, pomimo wkurzających, agresywnych, głośnych reklam i cienkiego repertuaru, którego za chwilę nawet nie pamiętam. Po prostu źle mi się działa w absolutnej ciszy, choć czasem jest ona niezbędna, zwłaszcza przy sprawach księgowych.
Zmieniając temat na "bardziej poważny" - niektórych pewnie zastanawia brak zdjęć moich prac w nowych postach na blogu... otóż nie ma zdjęć, bo nie ma się czym pochwalić. Można powiedzieć, że moja twórczość skurczyła się do powiedzmy 8% - czyli prawie nie istnieje... PRAWIE. Coś tam dłubię, ale bez przekonania. Ogólnie to problemy są dwa: ekonomiczny i egzystencjalny. W sensie problemy z moją twórczością ;)
Ekonomiczny wynika z podwyżki wysokości prowizji w Galerii gdzie wystawiam o następne 10% (teraz trzeba oddać już 25% od sprzedaży), a egzystencjalny odnosi się do stanu, w jaki wprawiła mnie owa podwyżka - straciłam poczucie sensu tego co robię. Tak więc, jedno wynika z drugiego i jest to reakcja łańcuchowa, która doprowadziła mój niedawny entuzjazm twórczy do całkowitego upadku. Przypomniało mi to niedawną wypowiedź pewnej posłanki, która ze łzami w oczach mówiła załamanym głosem, że dla niej coś się skończyło - straciła wiarę odnośnie swojej partii. Taaak... dla mnie to jest właśnie stan zbliżony do tego lub coś podobnego. Posłanka zawiesiła działalność na miesiąc, dając czas kolegom na przemyślenia. Ja wprawdzie nie zawiesiłam działalności, ale też nie bardzo mam komu zlecać przemyśliwanie tego problemu, bezsprzecznie odpowiedzialnego za mojego artystycznego doła... Galeria ma prawo zarabiać, ma prawo skorzystać z przywileju dokręcania śruby i to uczyniła. Można się zgodzić na nowe warunki i zostać, można odejść. Ja skorzystałam z trzeciej opcji - zanurzenie się w rozpaczy z czarnym humorem i biadolenie. Zawsze to jakaś alternatywa. Może książkę napiszę? ;)))


środa, 13 grudnia 2017

Wesołych Świąt!


Coraz rzadziej zaglądam na bloga... coraz rzadziej w ogóle gdziekolwiek zaglądam. Może dopadło mnie małe zmęczenie tą materią i brakuje weny/entuzjazmu do pisania postów, czy śledzenia poczynań koleżanek-beaderek... a może po prostu zajęłam się "prawdziwym" życiem?
W każdym razie - nadal wyplatam, tkam, wyszywam i "żongluję" koralikami na wszystkie sposoby... tylko jakoś brak chęci, czy może nawet bardziej czasu na podzielenie się swoimi dziełami. Pewnie nie tylko mnie dopadła taka rutyna i zniechęcenie. Jednak na koniec roku, każdego nachodzi czas refleksji - z nową dawką energii różnie bywa ;) Jakby nie było, każda z nas zaopatruje się na święta, jak przystało na maniaka koralikowego - w duży zapas do tworzenia :))))) 
Mnie też dopadło, choć niedawno zrobiłam tak gigantyczne zapasy, że wyczerpałam limit na ten rok i obiecałam sobie, że w tym roku NIC już więcej nie kupię... nie spodziewałam się, że Kadoro zastawi na mnie pułapkę! W prezencie kubki koralikowe! Co jak co, ale taki kubek, zwłaszcza jak się lubi pić kawę przy pracy, bardzo zachęca i inspiruje, nie uważacie?
Dałam się skusić i czekam ;) Oby doszedł w całości!
Kubki są dostępne do 17 grudnia, więc jeśli ktoś jest chętnym entuzjastą kawowo-koralikowych doznań - niech się spieszy :)
Przyznam, że dla mnie dobra kawa w wymyślnym kubku jest tak samo ważna, jak te wszystkie koraliki. Jestem kawowym smakoszem i kolekcjonuję ładne kubeczki... lubię pić kawę codziennie w innym ;) A że akurat w drodze do mnie jest większy zapas ulubionej kawy z Belgii, to nadarza się doskonała okazja na przywitanie nowego kubeczka! 
Ciekawa jestem, czy są osoby równie zafiksowane na kawie, jak ja? :))))))

No dobra... kawa wypita, koniec przerwy - trzeba wracać do świątecznych porządków, a tymczasem życzę wszystkim
 Wesołych i Spokojnych Świąt, Szczęśliwego Nowego Roku
 i udanej zabawy sylwestrowej!
 A co najważniejsze - twórczego roku 2018,
 pełnego świetnych pomysłów i pięknych efektów swej pracy!                                               
Pozdrawiam!




ENIGMA - Silence Must Be Heard

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Wisteria

Na jakiś czas byłam zmuszona zniknąć z "koralikowego świata", poniekąd nie z własnego wyboru.
Pozytywna strona, czy może powód tego wydarzenia to fakt, że zafundowałam sobie mały remont pracowni - negatywny mały wypadek... poparzenie prawej ręki gorącym olejem podczas smażenia, co mnie na jakiś czas przyblokowało z twórczością :( Przy takich urazach dopiero zadajemy sobie nagle sprawę, jak bardzo prawa ręka się przydaje ;)
Tak więc będąc posiadaczką nowej, wygodnej pracowni i nie mogąc z niej korzystać, wynudziłam się jak mops snując górnolotne plany i wymyślając nowe projekty... aż mój zapał powoli zaczął zanikać. Zrobiła się wiosna, a moja chęć tworzenia przeniosła się do ogrodu i zaczęłam snuć plany bynajmniej nie biżuteryjne. Zaczęło się od małej przestrzeni, gdzie można by było postawić stół i krzesła. Z czasem plan zaczął się rozrastać i zrobił się z tego wielki projekt, którego w tym roku nie jestem w stanie zrealizować, więc pozostaje mi się przeprosić z koralikami, choć nie jestem pewna czy mi się jeszcze chce ;)
Czasami stwierdzam, że życie z człowiekiem twórczym chyba musi być męczarnią ;) Zwłaszcza jeśli związane jest to z częstymi remontami i przebudowami. Ale w sumie, to każda osoba dąży do idealnej przestrzeni wokół siebie - tyle, że artysta bardziej :D
Dlatego dobrze jest jeśli tą chęć tworzenia możemy realizować na płaszczyźnie "miniaturowej"- myślę tu o beadingu, bo kiedy idziemy w projekty domowo-ogrodowe, to koszty materiałów robią się o wiele większe, niż zwyczajny zakup koralików... nawet jeśli jesteśmy od takich koralikowych zakupów uzależnione.
Ponieważ moja beadingowa abstynencja trwa już zbyt długo i zaczynam się bać własnych pomysłów remontowych - czas żeby zanurkować w koralikach!
Tymczasem chciałam Wam pokazać pnącą, bobowatą roślinę, którą od jakiegoś czasu jestem baaardzo zauroczona: wisteria, czy jak kto woli glicynia - pięknie kwitnie i przypomina mi fioletowy bez, który uwielbiam. Zdjęcia pochodzą z internetu. Jak widać - roślina jest przepiękna! Pytanie: czy będę umiała wyhodować coś tak wspaniałego we własnym ogrodzie i czy roślina przetrwa lata?













A Wam jak się podoba?

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Na dobry początek...

Nowy Rok nas przywitał i nowe pomysły po głowie się plączą... zaraz wyciągam krosno i z zapałem zabieram się za koraliki :) Zwłaszcza, że już czuję efekt "odstawienia" spowodowany natłokiem zajęć związanych ze świątecznymi szaleństwami - objawia się on świerzbiącymi palcami, notorycznym rozmyślaniem o nowych projektach i oglądaniem ofert koralikowych w Kadoro (zakupy właśnie zrobione! hurra!). Wprawdzie moje zapasy koralikowe są już chyba nie do wyczerpania, ale... wiadomo jak to z nami koralikoholiczkami jest ;D Nigdy nie ma sytuacji, żeby powiedzieć, że nic nam nie jest potrzebne, bo zawsze znajdzie się jakiś nowy kolor, czy kształt, którego nie mamy! A nawet jeśli mamy podobny to i tak trzeba mieć ten inny, bo np. bardziej pasuje do kaboszonu, czy innego drobiazgu, który mamy w domu... każdy pretekst jest dobry ;)
W minionym roku poczyniłam wiele prac, których zdjęć na bieżąco nie byłam w stanie umieścić na blogu... więc dziś kilka ujęć wyrobów, które według mnie są godne uwagi - głównie z powodu ilości godzin spędzonych przy ich powstawaniu ;)











Z okazji Nowego Roku życzę wszystkim twórcom wielu wspaniałych pomysłów, które doczekają udanej realizacji, a miłośniczkom koralikowej biżuterii pełnych szuflad oryginalnych, niepowtarzalnych ozdóbek! Pozdrawiam serdecznie :)


ENIGMA - Silent Warrior

Delerium - Flowers Become Screens

sobota, 25 czerwca 2016

krosno :)

Nawet nie zdążyłam się obejrzeć, jak nagle zrobił się czerwiec! Chyba jestem strasznie zajętą osobą, skoro pół roku mignęło mi przed oczami, a ja nawet nie znalazłam czasu na krótki post!
Dziś choć w skrócie nadrabiam zaległości i wrzucam, co mi się przypomni... oczywiście wszystkiego co zrobiłam nie jestem w stanie spamiętać, ale jedno jest pewne: gwoździem programu jest krosno!
Zakupione w grudniu w Kadoro, troszkę poleżało, zanim znalazłam czas. Potem zrobiłam kilka bransolet i znów trafiło w odstawkę... ale tylko na chwilę :) Kocham to krosno i jest to mój najlepszy zakup 2015 roku :))) Zaczynam więc od wytworów z krosna. Wszystkie wzory są moje, z czego pierwsza bransoletka jest dla mnie szczególna, ponieważ robiłam ją na bieżąco, bez rozrysowywania, inspirując się troszeczkę motywem z dywanu... ale była to bardzo luźna interpretacja i zmieniona kolorystyka ;)

Bransoletka utkana z toho 15: 



Powstały do niej takie kolczyki: 


kolorowa geometryczna, toho11.o, z kaboszonem:


w brązach, z Miyuki delica i toho treasure: 


i z kolczykami: 


podobna z toho 11:


mix toho, Preciosa, Miyuki itp. 


 toho 11.o + kolczyki circular brick stitch:


 a to jest mój pierwszy wyrób, jaki zrobiłam na krośnie ;)
 (bransoletka próbna z mixu Preciosy)


i ostatni, jaki do tej pory zrobiłam... oczywiście bransoletka jest już zdjęta z krosna i wykończona, ale nie doczekała sesji zdjęciowej, póki co ;) 


 Zdarzyło mi się kiedyś wypleść jeszcze taki komplecik:

 
 

i bransoletkę "czarodziejski ogród 2", 
która kosztowała mnie dużo czasu i cierpliwości... nie lubię powtórek ;)








Pozdrawiam wytrwałych odwiedzających, którzy nie zapomnieli o mnie, choć zniknęłam bez śladu ;)
 
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...